WIRTUALNIE >> Ziemia Gardejska w dawnych pamiętnikach

Historia Gardei liczy sobie kilkaset lat. Nie zawsze był to czas szczęśliwy dla naszej okolicy. Ale mimo niesprzyjających wydarzeń bywało, że nie tylko Gardeja ale również Cygany, Nowa Wioska czy Kwidzyn trafiały na łamy najróżniejszych publikacji. Z taką właśnie publikacją, niezwykle cenną i interesującą możemy się zapoznać dzięki Panu Łukaszowi Wróblowi. Pan Łukasz, pracownik naukowy UMK w Toruniu przesłał mi niezwykle cenną publikację. Jest nią „Dziennik podróży Butlera do Włoch i Niemiec w latach 1779-1780”. Pan Łukasz badając pamiętniki i dzienniki z XVIII stulecia natrafił niedawno na wzmiankę o Gardei, w dzienniku podróży Samuela Butlera, który został wydany przez Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. Przenieśmy się zatem w lata 80-te XVIII wieku aby razem z Samuelem Butlerem odwiedzić nasze Powiśle. 

 


 

I DENT Y F I KAC JA PODRÓ Ż N I KÓW

 

 

Autor dziennika zachował zupełną dyskrecję co do swojej osoby i niemal zupełną odnośnie postaci kierownika i fundatora podróży. Prawdopodobnie pozostałby on na zawsze anonimowy, gdyby nie przypadkowe spotkanie w Schweinfurcie z niejakim panem Bibrą, którego matka była Butlerówną z domu i z tego powodu bardzo chciał się spotkać z Jaśnie Wielmożnym Pa­nem, który ten jeden raz określony jest jako Butler: (31 sierpnia 1780).

 

Butlerowie mieszkający w Polsce i na Litwie, mieli pochodzić z Hesji, przybyć do Inflant, a stąd do Rzeczypospolitej. Tłumaczyłoby to zaintere­sowanie naszym podróżnikiem w Schweinfurcie. Nazwisko to nosiło wiele rodzin w Europie, kilka też w Rzeczypospolitej, przy czym trudno wiążąco orzekać o ich pokrewieństwie. Ważne dla nas są związki Butlerów z Litwą. W 1634 Ernest Aleksander Butler nabył dobra w powiecie wiłkomirskim. W powiecie tym zamieszkali Butlerowie piastując niższe urzędy ziemskie także w XVIII i XIX wieku. W 1702 roku spotykamy Krzysztofa Butlera, starostę grodzkiego brasławskiego. W 1755 Jan Butler, cześnik brasławski, domagał się przed Trybunałem Litewskim, by praca duszpasterska w dobrach daro­wanych przezeń bazylianom odbywała się z chłopami po litewsku. Byli też Butlerowie zamieszkali w powiecie oszmiańskim, a także szawelskim.

 

Nasz” Butler pochodził z linii, która od połowy XVII wieku (choć z przerwami) dzierżyła starostwo preńskie w powiecie kowieńskim. Staro­stą preńskim był zmarły bezpotomnie w 1690 roku Marek Butler. Po nim starostwo objął jego młodszy brat Aleksander (prócz tego starosta drohic­ki), który miał syna Marka Antoniego, także starostę preńskiego, prócz tego też brańskiego. Marek Antoni miał trzech synów: Józefa, Michała i Aleksan­dra Łukasza. Józef (zm. 1749), pozostawił córkę Józefę, żonę Krzysztofa Szczytta, starosty witagolskiego. Michał, starosta witagolski i preński, właści­ciel Miedzny na Podlasiu (majątku już od XVII wieku pozostającego w ręku Butlerów), miał z Benedykty Pacówny córkę Franciszkę Radziwiłłową, a z Marianny Markowskiej synów Jana i Antoniego i córkę Józefę. Obaj syno­wie zmarli bezpotomnie. Trzeci syn Marka Antoniego, Aleksander Łukasz, był starostą witagolskim i mielnickim, a zostawił jedynie córkę Rozalię. Sta­rostwo preńskie w 1775 roku nadano Kazimierzowi Sapieże, ale do śmierci dzierżył je Michał Butler. Zmarł on w Królewcu w 1783 roku. W ten sposób Preny wyszły z rąk Butlerów.

 

Poniżej przedstawiam szczegółową relację Pana Butlera z podróży po kwidzyńskiej, gardejskiej, grudziądzkiej ziemi. Autor pamiętnika z podróży po ówczesnej Europie dwukrotnie opisuje to co zobaczył nie tylko w Gardei. Po raz pierwszy przejeżdża przez Gardeję 7 września 1779 roku. Rok później 15 i 16 października 1780 roku znowu ma okazję być w Gardei.



 

7 WRZEŚNIA 1779,   WTOREK

 



 

Rano wstawszy pod wystawą kawę pili (raniej wysławszy kuch­nią). W drogę wybrali się zapłaciwszy za nocleg (11 zł, 27 gr) pojechali. O pół mili tylko było miasto Marynwerder albo Kwidzyn, do którego jadąc widzieć było z daleka miasteczko Gniew, w którym jest kościół i z zamku kazano zrobić kazarnię dla żołnierzy. W drugiej stronie za Wisłą pałac Misterwald JMC p. Czapskiego podskarbiego ziem pruskich. Górkami dojeżdżając do Kwidzyna postrzeżono, że w przednim kole u karety, a w za­dnim u bryki z kół buksy się wykręciły, co przymusiło, że koło miasta zwolna jadąc na drugiej stronie miasta stanęli i do kowala koła zanieśli. To miastecz­ko niewielkie jest. Było murem otoczone, ale już miejscami mury popsute. Od Królewca jadąc przedmieścia, ulica w proporcji miasta dość długa. Mia­sto ma rynek, z dwóch stron kamienice piękne z wystawami, w środku rynku domostwa, kościół luterski z niewielkimi ozdobami, nad samym ołtarzem organy. I jest to miasteczko nad Wisłą. Za robotę, chleb, ryby i owoce w tym­że miasteczku zapłacono (2 zł, 25 gr). Dalej jadąc uprzykrzona zdawała się droga z przyczyny, że piaszczysta i górzysta była. Mało wiosek widzieć było. Spotykaliśmy kupców jadących do Kwidzyna na jarmark, gdyż dnia drugiego miał się zacząć tylko dwa dni trwający. Przyjechaliśmy do miasteczka Garde, po niemiecku Gardeze, do dawnych Prus należące jako i Kwidzyn. Garde miasteczko mizerne, kamieniczki małe, kościół luterski, za tym miasteczkiem wraz popasywaliśmy ujechawszy od noclegu półtrzeciej mili. Za popas zapła­cono (6 zł, 25 gr). O drugiej godzinie wyjechali, skąd za pierwszą wioską do Grudziądza jadąc, pokazywali granicę dawniejszą starych Prus i zabranego kraju. Dalej jadąc jest wioska mająca porządne budynki i duże nazwiskiem Doszuczyna (Dusocin), pół mili od tej ujechawszy jest druga wieś kościelna Białachów­ka, (Białachowo) ta z drugimi dobrami w tej okolicy będącymi jest sprzedana przez JMC p. Domskiego1 kasztelana inowrocławskiego jako dziedziczna królowi JMCi pruskiemu, o ćwierć mili są dwie karczmy, gdzie corocznie czasu pokoju król JMC pruski rewię odprawuje, z Berlina zjeżdżając. Dalej jadąc pokazywano miejsce z daleka, gdzie nową fortecę murują nad Wisłą, ale dla gór wielkich lubo z dużej góry umyślnie upatrywano, widzieć nie było można, przed sa­mym miastem Grudziądzem po prawej ręce widzieć było na krótkich słupach długie daszki i kilka dużych budynków, a te dla gotowania jedzenia, daszki dla spoczynku ludzi więcej dwóch tysięcy robiących przy fortecy, ale teraz nie robili tylko mówiono, że w marcu przyszłego roku mają kontynuować dalszą robotę. Z lewej strony nowe domostwa, dworki nowo murowane jak pałacyki niektóre, musi być że dla dyspozytorów fabrycznych wystawione aż do samego prawie przedmieścia. Na przedmieściu jest kościół i klasztor IMC księży reformatów po lewej stronie. Dla spóźnionego czasu koło miasta ob­jechaliśmy, gdyż już słońce było nad zachodem, widzieć jednak było, że ka­mienice dość porządne i wielkie, było kościołów kilka, między którymi są je­zuici. Miasto murem otoczone i wałem, takoż z murem jeszcze dość dobrym. Po przedmieściach są piękne domostwa w niektórych miejscach jak pałacyki, ogrody z różnymi altankami, widać było i porządną figarnię, sady owocowe. Za miasto wyjechawszy wielkie piaski znaleźliśmy, przez te niepośpieszna była podróż i przykra. Lasem ciemnym jechać przyszło, że ta mila do noclegu ile wieczorem uprzykrzyła się. Na noc stanęliśmy po godzinie ósmej w karczmie nazywającej się Mniszkrok (Mniszek)o trzy mile od popasu. Karczma ta jest duża, dla koni wygodna, obszerna.

 


 


 


 

15 PAŹDZIERNIKA 1780,   NIEDZIELA

 



 

Rano u księży reformatów (w Grudziądzu) mszę odprawiono, potem kawę pili z gospodarzem. Trochę było zatargów, rachował dwa funty świec, ledwie pięć potrzebowano, od izdebki 4 złote, co kawę gotowano złoty 1, za drwa etc. Ledwie zaspokojono (12 zł, 27 gr). Po ósmej wyjechali drogą, którą w przeszłym roku jechali. W lewej stronie te daszki, gdzie mówili, że ludzie sy­piają, to wszędzie cegłę robiono. Cegielni też kilkanaście dużych było, gdzie w kilku palono teraz cegłę. Długo to ciągnęło się jeszcze w końcu nowe daszki przybudywano. Gliny też gnojono niezmierną moc. Do festungu(twierdzy) zaś nie puszczają. Nad Wisłą leży to miejsce, daleko prowadzą ziemią miny. Sama forteca ma być pięć bastionów mająca, a w środku plac ze 40000 ludzi zmie­ścić się może. Przedtem dwa tysiące robiło ludzi, a że rok pauzowano, teraz cztery tysiące robi. Dziś wypłacano ludziom i rozchodzić się zaczęli. Wy­sadzaną drogą jechali i piaskami. Z prawej strony był dom i stajnie wielkie, gdzie stały konie do tej fabryki niektóre. Przerywczą była droga, piaski, czasa­mi lepsza, ale przed karczmami dwoma stojącymi przykrzejsze piaski, często odpoczywać trzeba było. Dalej pojechawszy polami była równina, gdzie re­wię corocznie odprawują i stał dom o trzech kominach, gdzie król(pruski) czasu rewii rezyduje. Jest długi, pruskim murem, bez piętra, tylko na ziemi pomieszkanie. Do wsi przybyli, gdzie kościółek. Tę przejechawszy górkami przybyli do dru­giej wsi, gdzie kupiono owsa trzy szefle i kurczę (3 zł, 24 gr). A że do noclegu jechać mieli, więc dalej polami drogą wysadzaną pojechali aż do lasu, gdzie mokro i kręto było, ale przykrzejsza była góra piaszczysta, która nastąpiła i z góry ciągnąć musieli. Potem przez chrusty i polami przybyli do miasteczka, gdzie w przeszłym roku w karczmie z tego końca popasywali. To miasteczko Garde (Gardeja) z jednej strony kamieniczki ma pod jednym dachem, z drugiej niektó­re tylko insze są oddalone. Jak przejeżdżali, ludzie gadali, że w przeszłym roku przejeżdżaliśmy. Przypomnieli i poznali. Dwa są przy tym miasteczku jeziora. Pojechali tą samą drogą, którą w przeszłym roku jechali, aż do dru­giego drogi skaziciela, gdzie prosto do Marynwerder porzucili drogę, a w prawo udali się, że bliższa być miała. Takoż wysadzoną drogą polami jechali, ale częste pagórki mieli, aż tymi pagórkami przybyli do wsi Cygon (Cygany). Już na czwartą było, czyli sama czwarta, gdzie w karczmie stanęli. Ta wieś była duża. W karczmie jak komora osobna, gdzie nocowano. Gotowali zaraz kupione wołowe mięso z kapustą, rosół z kury, baranią pieczeń, ale długo to zabawiło, około siódmej godziny dopiero jedli. A potem do spoczynku poszli.

 


 


 

16 PAŹDZIERNIKA 1780,   PONIEDZIAŁEK

 

Kupiono na wsi (w Cyganach) osiem kurcząt, te przeparzono trochę, takoż owsa szefel złotych 1, a karczmarz chciał 8 szóstaków, więc u niego nie bra­no. Rano trochę spóźniono się, zapłaciwszy (4 zł, 15 gr), dziesięć minut na dziewiątą wyjechali. Za wsią polami na górkę wyjechawszy wkoło widzieć było, że ten kraj był, czyli grunta wszystkie w jednych pagórkach, był jak fala morska prezentowało się, te wszystkie zasiewane, a lasy odległe były. Koło końcem wsi i znowu długo polami, aż trochę bukowego nastąpiło lasu, z tego wyjechawszy koło jeziora, potem na piaszczystą górę, gdzie wieś (Wandowo) była, tę przejechali. Za polami druga wieś Naydorff (Nowa Wioska należąca już od prawie 100 lat do rodziny hrabiów von der Groebenów) majorowi Sztetyn, gdzie dwór i gospodarskie zabudowanie wielkie, takoż kościółek luterski pruskim murem, budynki też dobre, na drugim końcu karczma. Polami i wszystko górkami, z górki w górkę, jedna znowu przykra była ciągła góra piaszczysta, na tę wjechawszy piękny otworzył się prospekt, wiele wsi i daleko widzieć było. Ludzie też nas dochodzili powracający z roboty kupami, od Memla, od gra­nicy kurlandzkiej, cieszyli się, śpiewali, a którzy na robotę szli cicho sprawo­wali się. W bukowy las wjechali. Za tym znowu droga wysadzana zaczęła się, aż do wsi końcem tej jechali, a potem polami, aż do lasu znowu bukowego. Tego roku musiała być zaraza na buczynę, dobrej znaleźć nie mogli, mało ziarnek było i to dziurawe. Za tymi miasteczko było widzieć Reisenburg (Prabuty), z lewej strony tego jezioro duże, już polami przybyli do miasteczka. To małe jest, zamek na górze stoi, dragonia odwach trzyma i generał stoi. Objechać nie można było, w bramę wjechawszy idzie ulica i widzieć zaraz drugą, w lewo jest ryneczek, kamienice pruskim murem dość mizerne, jednak różni rzemieślnicy mieszkają. Kupiono parzemle i śliwki (10 gr). My zaś przejecha­li. Za miastem w prawo jest znowu jezioro, tak, że między dwoma jeziorami, jak na wyspie stoi, gdyż i trzecie tylko trochę odleglejsze w stronie jest i duże jezioro. Wysadzaną drogą, polami, górkami jechali, aż do wsi, gdzie popa­sywać chciano. Karczmy osobnej nie było, a tu stanąwszy już kwadrans na trzecią był, niżeli by ugotowano zbliżyłby się wieczór, jeszcze pól mili jechać kazano i tam zanocować. Przejechawszy wieś takąż drogą wysadzaną, polami pojechali o czwartej godzinie. Izba osobna była, dość wygodna. Ta wieś do grafa Finga (rodzina Finck von Finckenstein) należała. W kuchence gotowano rosół. Kurczęta piekli i kawał wołowego mięsa upiekli na zrazy. Jednak dopiero po szóstej jedli. Zno­wu na wsi kupiono cztery kurczaki, ta wieś zowie się Groswylenau (Rodowo).





Szczegółowy przebieg podróży prezentuje poniższy fragment tabeli.

 

1 IX 1779

Królewiec – Hochkruk

Prusy

2 IX 1779

Hochkruk – Pokarmin – Petrsochr

Prusy

3 IX 1779

Petrsochr – Piława – Rybaki – Święta Siekierka – Gronowo – Braniewo – Frombork – Narusa

Prusy

4 IX 1779

Narusa – Dąbrowa – Elbląg – Klementfähre

Prusy

5 IX 1779

Klementfähre – Królewo – Malbork

Prusy

6 IX 1779

Malbork – Tychnowy

Prusy

7 IX 1779

Tychnowy – Kwidzyn – Gardeja – Dusocin – Białochówko – Grudziądz – Mniszek

Prusy

8 IX 1779

Mniszek – Sarnowo – Niemczyk – Chełmża – Grzywna

Prusy

9 IX 1779

Grzywna – Toruń

Prusy

10 IX 1779

Toruń - Podgórz – Gniewkowo

Prusy – Kujawy

11 IX 1779

Gniewkowo – Inowrocław – Markowice – Strzel­no – Ostrowo – Bielsko – Wólka Orchowska

Kujawy – Wielkopolska


11 X 1780

Głesno – Radzicz – Broniewo – Wyrza – Mrocza

Wielkopolska

12 X 1780

Chwałka – Słupowo – Wierzchucinek – Go­golin – Salno – Więzowno – Koronowo – Wu­dzyn – Brzeźno

Wielkopol­ska – Kujawy

13 X 1780

Łowin – Łowinek – Gołuszyce – Różanna – Parlin – Chełmno – Przechówko – Czarna Woda

Prusy

14 X 1780

Świecie – Stare Marzy – Grudziądz

Prusy

15 X 1780

Grudziądz – Gardeja –Cygany

Prusy

16 X 1780

Nowa Wioska – Prabuty – Rodowo

Prusy

17 X 1780

Przezmark – Rejsyty – Rychliki

Prusy

18 X 1780

Marwica – Krosno – Marianka – Młynary – Kraskowo

Prusy

19 X 1780

niedaleko Fromborka

Prusy

 


 

czytano 3504 razy
162000
Wirtualne Muzeum Gminy Gardeja © Ryszard Bartosiak 2010 email:bartek5553@wp.pl